piątek, 1 listopada 2013

Rozdział szósty



Rozdział szósty

-Czarny Panie, Panie.

-Dobrze PANIE.

-Crucio!- Tym razem też nie zdołałam uniknąć kary.- Szacunek.-Tym zakończył rozmowę ze mną. Czułam  się słabo, nic prawie nie jadłam więc to normalne, że nie miałam na nic siły. Czarny Pan skierował swój biały długi palec na czarny tatuaż i parę chwil później pojawił cię Lucjusz Malfoy w drzwiach. Ukłonił się jak podlizujący służący.

-Panie ?

-Możesz ją zabrać.- Malfoy podźwignął mnie i wyprowadził z Sali.

-Miałaś okazać szacunek.-Syknął mi zimnym tonem.

-Okazałam…- Zaczęłam widzieć czarne plamy przez oczami, nie wiedząc kiedy poleciałam do przodu, zwyczajnie zemdlałam. Organizm nie wytrzymał.

                                                                                      *

Jasno. Jest bardzo jasno. Słońce świeci mi po twarzy.  Łóżko. Jest… takie twarde.

Uchyliłam powieki w małe szparki, zorientowałam się, że leżę w skrzydle szpitalnym. Różdżka leżała na złożonych ubraniach.  Na białej ścianie zegar wskazywał godzinę 11:35 rano.   Chwilę leżałam bez ruchu aż nie pojawiła się w moim zasięgu wzroku szkolna pielęgniarka Pani Pomfrey.

-Oh dziecko powinnaś więcej jeść! Sama skóra i kości! -Zamierzałam się podnieść ale spojrzała się na mnie karcącym wzrokiem.-Nie nawet nie wstawaj! Jesteś jeszcze słaba!

-Ale mam lekcje!- I szlaban na który zaspałam, więcej ich nie chciałam.

-jesteś zwolniona z lekcji do jutra. W takim stanie to daleko nie zajdziesz i nawet nie próbuj! –Podeszła do mnie.-Wypij, dobrze ci zrobi.-Podstawiła mi pod twarz jakiś śmierdzący wywar.-No pij.-Nie chętnie wzięłam jeden łyk który natychmiast wyplułam.-Czego się spodziewałaś soku z dyni ?

-Nie, ale chociażby czegoś… w lepszym smaku…

-Pij do dna.- Niechętnie dopiłam i się skrzywiłam mimowolnie.-Powinnaś się przespać, jak cię wczoraj Hagrid przyniósł z błoń to byłaś blada jak ściana.-Nie ma to jak troskliwy tatuś poco się fatygować jak można porzucić córkę na polanie i mieć na wszystko wyjebane. Poczekałam aż pani Pomfrey zniknie z zasięgu wzroku , gdy tylko znikła chwyciłam różdżkę od razu przebierając się w wczorajsze ubrania. Mając gdzieś jej przestrogę usiadłam wiążąc buty. Powoli wstałam, przed oczami pojawiły mi się mroczki. Chwyciłam się poręczy łóżka i przeczekałam. Czarne plamy zniknęły mi przed oczu po jakiś trzech minutach. Uważając aby nie trafić na pielęgniarkę wymknęłam się ze skrzydła szpitalnego. Była lekcja więc musiałam uważać aby nie natknąć się na żadnego nauczyciela. Szybko przemknęłam się do dormitorium i od razu wpadłam pod prysznic, woda przyjemnie mnie ogrzewała. Po skończonym grzaniu się wyszłam w czarnym puchowym ręczniku. Ubrałam czarną mini spódniczkę z kokardkami w kropki, do tego białą koszulkę bez rękawów a na to gorset w kropki. Na nagi oczywiście obowiązkowo czarne glany . Ostrożnie wymknęłam się z dormitorium. Zamierzałam iść na wierze astronomiczną by tam pozostać i przemyśleć parę spraw. Niestety ja jak to ja zamyślona nie zauważyłam otwierających się z impetem drzwi. Miałam nadzieję, że nie jest to ta sala o której myślałam. Jednak nadzieja pozostaje nadzieją.  Wylądowałam boleśnie tyłkiem na kamiennej podłodze, przed oczami zatańczyły mi mroczki był to efekt nie słuchania szkolnej pielęgniarki. Po odzyskaniu ostrości widzenia , zobaczyłam profesora Snape’a stał przede mną z założonymi rękoma na piersi.

-Czy czasem nie miałaś leżeć w skrzydle ?

-Lepiej się już czuje.

-Tak? W takim razie nie zapomnij o dzisiejszym szlabanie.- Powoli wstałam ale ciemne plamy powróciły. Zachwiałam się i gdyby nie Snape to bym zderzyła się z podłogą.-Jadłaś cokolwiek dzisiaj ?

-Nieee…- Czułam jak mdleje usłyszałam jak Snape klnie. Chyba podniósł mnie i gdzieś zaniósł.

                                                                                        *

Było mi zimno i na przemian gorąco.

Budziłam się, czułam się okropnie, słabo, tak jakby coś mnie przejechało.

Otworzyłam oczy było ciemno, okien nie widziałam czyli nie byłam w skrzydle szpitalnym więc musiałam być gdzieś w lochach. Przykryta byłam jakimś kocem leżałam na sporej wielkości łóżku.  Różdżki nie było przy mnie nie wyczuwałam jej. Nie miałam zielonego pojęcia gdzie jestem i jak tu trafiłam. Zeszłam z łóżka , i zaświeciłam sobie zwykłym lumos . Drzwi były naprzeciw łóżka o ironio zamknięte.

-Alohomora.- Nic, kopłam je i pociągłam też nic zamknięte  na cztery spusty.  Zrezygnowana wróciłam na łóżko po około godzinie drzwi otworzyły się wpuszczając światło które oświetliło część pokoju.

C.D.N

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział Piąty



   Bolało mnie całe ciało, nie wiedziałam co się ze mną działo, ostatnie co pamiętam to chory śmiech tej obłąkanej stukniętej baby. Leżałam na jakimś miękkim łóżku… CHWILA łóżko?! Momentalnie jak oparzona otworzyłam prędko oczy i usiadłam. W pomieszczeniu panowały egipskie ciemności, nic nie widziałam, mojej różdżki nigdzie nie było, spanikowałam bez niej byłam tak bezbronna jak Mugolskie kobiety gdy malują paznokcie.  Nagle otworzyły się drzwi, światło za nimi oświetliło moją twarz, przez próg przeszedł długowłosy tleniony mężczyzna. Podszedł do barierki łoża i patrzył się na mnie tymi szarymi oczami. Spojrzałam się na niego ostrym wzrokiem. 

-Kim ty do jasnej cholery jesteś i gdzie jest moja różdżka ?

-Wygląda na to, że twoim ojcem.-Skrzywił się, spokojnie dziadu, mnie też się to nie podoba.

-A masz jakiś dowód ?

-Ciebie. -Przychłam.

-A ta twoja żonka wie, że się puściłeś ?

-NIE i się NIE dowie.-Wysyczał.

-Ta rozumiem, mam nie istnieć i tak dalej, to pozwól, że sobie pójdę tylko oddaj mi różdżkę.-Powiedziałam suchym tonem. Też mi coś ojciec od siedmiu boleści. 

-Ma ją Czarny Pan, ruszaj się wzywa cię.

-Czy ja wyglądam na służącą co się dzwoneczkiem wzywa, bo nie wydaje mi się. Skoro ją ma to niech mi ją odda.

-Dla twojego dobra radzę ci być posłuszna i nie dyskutować z nim jeśli chcesz przeżyć do rana.-Warknął. Wyszczerzyłam się i zasalutowałam mu.  –Bez tego kretyńskiego uśmiechu.

-Sztywniak.- Burkłam.

 Znudzona szłam za nim rozglądając się naokoło, wystrój bogato urządzony aż mdli, tyle zdobień i innych niepotrzebnych elementów rozmyślałam o wystroju aż wpadłam na ojczulka , jak to brzmi, nigdy nie miałam ojca i było mi z tym dobrze a teraz przez moją ciekawość jestem tu uwięziona z tym sztywniakiem. –Sorry.-Mrukłam.

-Kiedy ostatnio coś jadłaś ?

-A ile tu jestem ?- Co go to interesuje ?

-Dwa dni, leżałaś jak zabita.

-Jeszcze żyję i mam się dobrze.  No to ostatnim razem coś chyba trzy dni temu małą sałatkę owocową.

-Musisz się normalnie odżywiać bo wpadniesz w Mugolską chorobę anoreksje.

-A co cię to interesuje ?-Warkłam.

-Bądź co bądź jesteś moim… dzieckiem.

-Poprawka, jestem wpadką która gdybyś myślał głową a nie dolną częścią ciała to byś nie miał tego problemu.-Wiedziałam, że tak było, byłam tylko przypadkiem którego nigdy nie powinno być.- To idziemy do tego dziada ?

-Wyrażaj się z szacunkiem bo z takim słownictwem możesz nie dożyć kolacji.-Prychłam.

Dalej już szliśmy w milczeniu aż dotarliśmy do wielkich drzwi w które zastukał, odpowiedziało mu zimne proszę. Popchnął mnie i szepnął ukłoń się. Weszłam i ukłoniłam się przesadnie i uśmiechnęłam irytująco w stronę mężczyzny o nienaturalnie bladej cerze, czarnych oczach z przebłyskami szkarłatu i twarzy bez nosa. Siedział na kamiennym tronie, szkoda, że nie od kibla. Obok mnie pojawił się Malfoy, dłonią popchnął mnie tak, że prawie orła wyrznęłam, odwróciłam się w kierunku ojca, zmrużyłam groźnie oczy.

-Nie dotykaj mnie.-Wycedziłam, łysa pała się w milczeniu przyglądała.

-Widzę Lucjuszu, że nie panujesz nad swoją córką.-zakpił.

-Panie, wybacz, to się nie powtórzy…

-JA NIE jestem JEGO córką!!!- Krzykłam.

-Nie ładnie.-W jego pajęczych dłoniach przesuwała się moja różdżka.- Tego szukałaś ?-Pomachał mi moją własnością a swoją wycelował we mnie.-To cię nauczy pokory. Crucio!- Zaklęcie leciało ku mnie gdy machłam dłonią , odparłam jego zaklęcie z trudnością.

-Czy ciebie powaliło ?!- Wrzasłam do mordy węża.  Przez chwilę patrzył się na nie tak jak by coś ważnego postanawiał.

-Gdy by nie to, że będziesz mi potrzebna to bym cię zabił. Lucjuszu nie wypadałoby może nauczyć swojego potomka pokory?

-Tak Panie, wybacz.

-Lizus się znalazł.

-Zoey!

-Możesz odejść, ale ty zostań.- Zwrócił się do mnie, gdy Lucjusz zamknął za sobą drzwi to Czarny Pan skinął na mnie dłonią bym podeszła bliżej.

-Co jaśnie pan sobie życzy ?-Zapytałam ironicznym tonem.

-Masz  zwracać się do mnie z szacunkiem ! Zrozumiałaś ?!

-Jasne, jak słońce.

-Jak to możliwe, że potrafisz odeprzeć moje zaklęcie bez użycia jej ?-Znowu zamachał mi moją różdżką .

-Normalnie, przez wiele lat interesowałam się czarną magią i tak rozwinęły się we mnie zdolności .

-Zdumiewające.-Mruknął bardziej do siebie niż do mnie. Jego oczy zabłysły przez sekundę szkarłatem .

-I co związku z tym faktem ?-Stałam w miejscu a on okrążył mnie do o koła i stanął przede mną.

-Zaczniesz szkolić swoją moc.-A od czego jestem w Hogwardzie ?

-To oddasz mi różdżkę ?

-Crucio!-Syknął. Teraz nie zdążyłam się obronić, leżałam na podłodze i skręcałam się z bólu, krzycząc. Po jakieś chwili dla mnie wieczności przestał. Dalej leżałam i oddychałam ciężko, podłoga była kojąco zimna, podniosłam się lecz za szybko bo pojawiły mi się mroczki przed oczami, i padłam na kolana, czułam się jak po mocnej imprezie. Po paru minutach jak odzyskałam ostrość widzenia wstałam na nogi i spojrzałam się na Voldemorta.

-To jak się mam się do ciebie zwracać ?-Zapytałam ,może jestem jakaś chora psychicznie ale nie trzęsłam portkami na jego widok a wręcz przeciwnie fascynował mnie.

C.D.N
Kolejne rozdziały będą dłuższe i ciekawsze.

Pozdrawiam czytających to opowiadanie, YuukieChan :*

sobota, 27 lipca 2013

Rozdział Czwarty



Rozdział Czwarty

-ROSSELLY! Skoro trzymają cię żarty w takim razie pozostaniesz po lekcjach i wymyjesz do czysta wszystkie kociołki BEZ czarów.-Widziałam , że nauczyciel powstrzymywał się od uśmiechu albo i nawet śmiechu z drapaniny Pottera, Draco leżał pod ławą chichrając się jak idiota, jego śmiech był zaraźliwy więc i mnie się udzielił w pewnym momencie nie dałam rady.

-Hahehaha!!!-Wybuchnęłam śmiechem wiedziałam ,że już powinnam sobie kopać grub lecz za nic nie mogłam przestać.

-Skoro  śmieszy cię zaistniała sytuacja to Slytherin traci 10 punktów a ty masz dodatkowy tydzień szlabanu.

-Marzenie ściętej głowy.-Mrukłam bardziej do siebie niż do nauczyciela.

-Kolejny tydzień  dla panny Rosselly , jeszcze słowo ? czy od razu cały rok ? A teraz pytanie za 10 punktów  ile razem się uzbierało ?

-Miesiąc i tydzień.

-Brawo, Slytherin -10 punktów –ślizgoni jękli a ja popatrzyłam się na wychowawcę lodowatym wzrokiem , wzięłam torbę z zamiarem wyjścia z lochów ale gdy byłam w połowie drogi do drzwi …-ROSSELLY! Gdzie ?!

-Gdzie indziej byle z dala od Profesora.-Warkłam.

-Slytherin dzięki pannie Rosselly traci 15 punktów-rzekł beznamiętnym tonem.-siadaj do ławki.

-I dobrze, wal się.-Specjalnie trzasłam drzwiami.

-Co się gapicie jak bezmózgi do roboty ! Potter ty ofiaro! Gryffindor traci 30 punktów. –Po lochach rozniósł się krzyk wściekłego nauczyciela eliksirów. Wnerwiona nie bacząc na przepisy kierowałam się w stronę zakazanego lasu, bardzo mnie tam ciągnęło odkąd postawiłam nogę w Hogwarcie , szłam przed siebie aż doszłam do jakiegoś jeziora, usiadłam na jego brzegu i gapiłam się w gładką taflę wody. Po paru minutach usłyszałam dźwięk teleportacji szybko poderwałam się na nogi w dłoni była już moja różdżka, schowałam się za drzewo i obserwowałam bieg wydarzeń. Pojawiły się trzy osoby jakiś mężczyzna w długich blond włosach bardzo podobny do Dracona, była też jakaś kobieta wyglądała trochę jakby uciekła z Azkabanu i jeszcze jakiś facet był ale za bardzo go nie widziałam bo stał Tylem do mnie. Coś czułam że nie byli nastawieni przyjaźnie, coś mówili ale nie słyszałam co, za pomocą paru prostym zaklęciom słyszałam wszystko wyraźnie.

-Czarny Pan wydał na polecenie złapać któregoś z szlamowatych przyjaciół Pottera.-Rzekła kobieta, nawet miała trochę taki głos jak dla obłąkanej.

-Draco, się tym Aktualnie zajmuje.-Odpowiedział blondyn, co ma z tym wspólnego Draco ? muszę go potem zapytać.-Teraz próbuje zbliżyć się do tej szlamy Granger, zaraz tu się zjawi.- Nagle się zaciekawiłam i obserwowałam dalej bieg wydarzeń. Nagle ktoś zatkał mi dłonią usta i szybko ale cicho odciągnął od tego miejsca nie myśląc wiele z całej siły ugryzłam dłoń znajdująca się na moich ustach.

-Auu! Co ty TY robisz?! –Syknął mi do ucha, poznałam po głosie, że był to Draco.- Nie powinno cię tu Wogule być.

-CO TY tu robisz ? Kim oni są?

-Wracaj do Hogwartu!

-Nie! Nie będziesz mi rządził !-Podniosłam głos.

-Ciszej.-Spojrzał się za mnie uważnie.-Cicho bądź.

-Sam bądź cicho.

-Słuchaj, jutro ci to wytłumaczę ale teraz wracaj do zamku.

-Dobrze.-Skrzyżowałam za sobą palce. Udałam ,ze kieruję się do zamku ale gdy tylko odwrócił się to podbiegłam pod drzewo trochę za blisko ale w sam raz. Coś gadali a ja chcąc jeszcze bliżej podejść, nie zauważyłam gałązki i ta pękła. Oni usłyszeli .

-Avada Kedavra!!!-Koło mojego Polika przeleciał zielony płomień. Krótko Wrzasłam. Lecz wystarczyło aby mnie znaleźli. Nim zdążyłam się ulotnić to oberwałam Crucio, siedziałam na ziemi i łapałam oddech.

-Draco przyprowadź gościa.-Odezwała się „walnięta” kobieta.

-Mówiłem ci abyś wracała.- Szepnął mi do ucha. Złapał mnie za nadgarstek i zaprowadził do nich.

-Kim wy k***a jesteście ?!- Wrzasłam, podobizna Dracona, spojrzała na mnie uważnie i zbliżyła się. Miał wymalowane zdziwienie na twarzy.

-No to co Crucio czy Avadę wolisz słonko ? –Zapytała wariatka. Wnerwiona do granic możliwości szybko się uwolniłam z uścisku i podstawiłam pod nos czarownicy różdżkę i wycedziłam.

-A może ty byś nie chciała oberwać Crucio ?

-Zoline ?-Odezwał się stary Draco. –Nie Bella nic nie rób.-Odezwał się gdy ta podnosiła swoją różdżkę. Szybko się odwróciłam do niego i zmrużyłam oczy.

-Skąd znasz imię mojej matki ?-Zapytałam się .

-To jednak nie usunęła ciąży.

-Wybacz, że żyję.-Prychłam.

-Jak się nazywasz ?

-Zoey Rosse Rosselly a ty ? skąd znałeś moją matkę ?

-My… byliśmy kiedyś ze sobą… i …stało się . I miałaś nie żyć, miała usunąć ciąże.

-Zdradziłeś  matkę ?! –Krzyknął Draco.

-Pod wpływem alkoholu na sylwestrze.

-Czarny Pan się ucieszy.-Zaśmiała się stuknięta baba.

-Kto ?...-Ciemność .

C.D.N

piątek, 12 lipca 2013

Rozdział Trzeci



 Zapraszam na rozdział :)
Pozdrawiam YuukieChan :3
Rozdział Trzeci
Krzyk kobiety, zielone światło, las, mężczyzna w długich blond włosach spojrzenie w moją stronę i …-Zoey ! wstawaj spóźnimy się na śniadanie ! –Powoli otworzyłam oczy, więc był to kolejny raz ten sam sen, na de mną stała już wyszykowana Agnieszka w szkolnej szacie w kolorach naszego domu.
-Ile mam czasu ?-Zapytałam ziewając .
-Piętnaście minut.-Odparła, ruszyłam do łazienki w celu ogarnięcia się owszem założyłam szatę i przepisowy mundurek ale trochę go urozmaiciłam a mianowicie za miast nudnych podkolanówek wzięłam legginsy z dziurami , inna spódniczkę i zdecydowanie bardziej normalne buty coś pomiędzy trzewikami a glanami (Wiem że , glany wyglądają inaczej ale innego kompletu nie znalazłam) do tego pierścionek insygniów śmierci po prostu lubiłam tą historię trzej bracia dwóch z nich to debilne przypadki i jeden co umiał racjonalnie myśleć. Normalny makijaż codzienny ,włosy pozostawiłam rozpuszczone. Po wykonanych czynnościach wyszłam z małej łazienki.
-Nieźle choć pewnie McGonagall się uczepi oraz Nietoperz.
-Walić ich idziemy ?-Miałam gdzieś czy będę mieć kłopoty czy nie , ten strój i tak był bardziej odpowiedni od tych w których zazwyczaj pozuje.
-O cholera jesteśmy spóźnione trzy minuty!
-Szybko wybiegłyśmy z pomieszczenia , Agni kierowała w ten sposób po pięciu minutach byłyśmy na miejscu ,jako że ja mam opinie innych w dupie weszłam pierwsza a Agni za mną, szybko podeszłyśmy do stołu cały czas ktoś mnie obserwował czułam, to i tym kimś był ten dupek co dał mi dziś w nocy szlaban na miecha.
-Co mamy pierwsze dziś ?-Zapytałam zakładając sobie owocową sałatkę.
-Zdaje się że, wróżbiarstwo, następnie ty eliksiry ja  OPCM, a tak ogółem to gdzie znikłaś dziś w nocy ?
-Byłam zwiedzać szkołę, usnęłam na oknie a tamten hipokryta rąbany dał mi szlaban za włóczenie się po szkole w nocy oraz za nieodpowiedni strój i Pyskowanie , później mnie odprowadził bo nie umiałam trafić, przy dormitorium mnie wnerwił więc przechodząc obok niego potrąciłam go ramieniem a ten dupek do kolekcji podarował mi trzy tygodnie przed śniadaniem i o 18 chyba mam się stawiać w jego gabinecie.
-Hahaha nie no nieźle kilka godzin spędzonych w nowej szkole i masz już załatwiony miesiąc na urocze randki z profesorem.-Otworzyła szeroko oczy i wybuchnęła  śmiechem.
-Uważaj czasem bo się tam pojawię pff
-Nie no idź bo jeszcze nietoperz punkty nam odejmie .
-Wątpię wczoraj, znaczy dziś oznajmił że nie odejmie mi jakiś tam punktów bo nie będzie pogrążał Slytherinu.
-Żartujesz ?! To jego ulubiona rozrywka … chociaż może coś innego knuje , wiesz no to jest śmierciożerca…- Przerwałam jej.
-Śmierciożerca? Kto to ?-Byłam zdziwiona pierwsze słyszę.
-Są to ludzie służący Voldemortowi-Ostatnie słowy powiedziała tak cicho że, ledwo ją usłyszałam.
-A ten koleś to ?
-Ty nic nie wiesz ?!-Była zaszokowana.
-Nie , wiesz no ciotka Maxime odcinała mnie jak mogła od życia poza szkołą , po ostrej awanturze wymusiłam aby być modelką i tak wysyłała mi sowy i Raiso sześć razy dziennie  z wiadomościami typu , nic ci nie jest ?, Nikt cię nie śledzi ?, Nie miewasz jakiś wizji ? itp.…
-Łał a myślałam że, mój ojciec to hardkor, okej to po lekcjach spotykamy się na błoniach i tam ci wszystko o nim opowiem.
-Mi to pasuje , a powiedz mi kim jest ten blondyn który się wczoraj na mnie gapił?
-Draco Malfoy, czysto krwisty hrabia , jego ojcem jest Lucjusz Malfoy kolejny sługa Voldemorta , jeśli nie chcemy się spóźnić to może ruszymy się bo za parę minut zaczynają się lekcje.
Po pokonaniu złośliwych schodów , otworzeniu klapy w suficie/podłodze dotarłyśmy na lekcje wróżbiarstwa .
 Byłyśmy na wróżbiarstwie, ta niby wróżka jasnowidz, była jakaś taka… szalona, nawiedzona każdemu przepowiadała najgorsze aż doczłapała się o mnie i Agnieszki.
-Och nowa uczennica , co widzisz w filiżance ?-zapytała się nachylając się ku mnie.
-Widzę porcelanę, z resztkami zielonej herbaty, fusy w nieładzie, nie chwila to jest śmierć ja umieram z nudów.-Odpowiedziałam jej ironicznym tonem.
-Wcale nie masz daru , daj mi to !-Wieszczka zabrała mi filiżankę , spojrzała się do niej ,natychmiast mina jej zrzedła ,na jej twarzy malowało się przerażenie przez chwilę wglądała tak jakby była w jakimś transie...- Wkrótce spotka się dziedzic  szlachecki wraz , Ten który morduje zyska moc która będzie w stanie zgładzić swego wroga ,więzy krwi na nowo się złączą…- Nagle spojrzała się bardziej przytomnym wzrokiem-Mówiłam coś ?
-Nie, nie nic.-Jej słowa zapadły mi głęboko w pamięć .Na szczęście chwilę później lekcje się skończyły i prędko stamtąd wyszłam .Była przerwa 10 minutowa , szybko kierowałam się do Sali eliksirów , po drodze oczywiście się zgubiłam przeklinając ile wlezie prawie już byłam w lochach gdy drogę zastawił mi tamten blondyn którego wczoraj przywitałam moim zgrabnym i długim środkowym palcem.
-Cześć jestem Draco. Draco Malfoy będziemy często razem na zajęciach…- Przerwałam mu co jak co ale co mnie to obchodzi że, będziemy razem na zajęciach ?
-I co związku z tym?- Nie rozumiem do czego on zmierza.-A tak , jestem Zoey, Zoey  Ross Rosselly.
-Miło mi cię poznać  osobiście , choć już o tobie słyszałem oraz widziałem cię w proroku dziennym, jeśli się nie pośpieszymy to zaraz się spóźnimy i dostaniemy karę.-Co mnie kara obchodzi i tam miesiąc z mego życia poszedł się j***ć przez tamtego idiotę. Szybko biegliśmy  aby zdążyć na zajęcia, w klasie zajęliśmy miejsca z tyłu , Malfoy wpadł na „genialny” pomysł aby świętej trójcy wysłać proszek który powoduje swędzenie .Z pergaminu metodą orgiami i odrobiną magii powstał samolocik z ładunkiem, tleniony posłał go do trójcy , lecz ta niezdara wcelowała wszystkim w bliznowatego , chyba było to specjalnie ale nie wnikam w to .Potter momentalnie wstał i zaczął się wiercić , drapać jakby dostał wyjątkowo złośliwą wysypkę , ślizgoni zaczęli się śmiać ogółem to nawet ten ponurak ledwo się powstrzymywał ale żeby zachować wizerunek bezdusznego , wrednego i strasznego to kara musi być a pupilek Malfoy do tej kary się nie zaliczał lecz ja. No co za pech uwziął się na mnie czy co ?
-Rosselly….                                                          
C.D.N


 
 Makijaż Zoey

  Strój Zoey